CZĘSTA KOMBINACJA

Związek ludus z agon rzuca się w oczy. Zresztą — jak w wypadku pro­blemów szachowych czy brydżowych — może się zdarzyć, że ta sama zabawa występuje już to jako agon, już to jako ludus. Równie często spotykamy kombinację ludus i alea: można ją odnaleźć w pasjansach, gdy zręcz­ne manewrowanie kartami wpływa nieco na koń­cowy wynik, oraz w automatach do gry, gdy gra­jący może do pewnego stopnia obliczyć siłę, jaką nadaje kulce zdobywającej punkt, i wpłynąć tym samym na jej ruch. Nie zmienia to faktu, że w tych dwu przykładach największą rolę odgrywa przypadek. Niemniej grający nie jest całkiem bez­bronny i może — choćby w minimalnym stop­niu — liczyć na swą zręczność lub talent; samo to wystarcza, byśmy tu mieli do czynienia z kom­binacją ludus oraz alea.

W TYCH SAMYCH RAMACH

Wszelkiego typu układanki należą już w ramach tego samego rodzaju do innej grupy gier i zabaw: odwołują się nieustannie do umiejętności kalkulo­wania i kombinowania. Wreszcie krzyżówki, za­gadki matematyczne, anagramy, wiersze holory- miczne i różnego rodzaju logogryfy, aktywna lek­tura kryminałów (gdy czytelnik stara się sam dociec, kto jest winowajcą), problemy szachowe czy brydżowe — wszystko to są odmiany najbar­dziej rozpowszechnionej, najczystszej formy ludus.Istnieje zawsze pewna sytuacja wyjściowa, da­jąca się powtarzać w nieskończoność, z tym, iż stanowi ona podstawę, umożliwiającą najróżniej­sze nowe kombinacje. Te możliwości, skłaniając bawiącego się do swoistych zawodów z sobą sa­mym, pozwalają mu stwierdzać własne postępy, którymi chętnie szczyci się wobec osoby podzie­lającej podobne upodobania.

ZNACZENIE RÓŻNIC

Ten bodziec, stanowiący istotę ludus, ujawnić można w różnych kategoriach gier i zabaw, prócz tych, które odwołują się wyłącznie do wyroku losu. Ludus jawi się jako uzupełnienie i niejako „dokształcenie” typu paidia, którą ujmuje w karby i wzbogaca. Dostarcza on sposobności do ćwiczeń i na ogół prowadzi do uzyskania pewnej określo­nej sprawności, mistrzostwa w posługiwaniu się jakimś przyborem czy też w udzielaniu zadowa­lającej odpowiedzi na czysto konwencjonalne py­tania.Różnica między ludus a agon polega na tym, że w ludus grający dokonuje wysiłku i rozwija swój talent niezależnie od wyraźnego uczucia ry­walizacji czy współzawodnictwa: walczy się z prze­szkodą, nie zaś przeciwko jednemu czy kilku współzawodnikom.

KONSEKWENCJE

Gdy tylko jednak pojawią się konwencje, techniki, przybory — wraz z nimi po­jawiają się też pierwsze wyodrębnione gry czy zabawy: „przeskok barani”, „w chowanego”, lata­wiec, bąk, ślizgawka, ślepa babka, zabawa lalką. W tym momencie zaczynają się rozdzielać różne drogi: agon, alea, mimicry, ilinx. Tutaj dochodzi również do głosu przyjemność, jakiej doznajemy pokonując jakąś trudność rozmyślnie stworzoną, określoną według naszego widzimisię, krótko mó­wiąc, taką, że uporanie się z nią nie przynosi żadnej innej korzyści prócz wewnętrznego zado­wolenia, żeśmy tego dokonali.

POTRZEBA WYMYŚLANIA

W obu wypadkach możemy już wyróżnić podstawowe cechy gry i zabawy: dzia­łalność dobrowolna, umowna, wyodrębniona i kie­rowana.Niebawem pojawia się potrzeba wymyślania re­guł i przestrzegania ich za wszelką cenę: dziecko z sobą samym czy z kolegami zakłada się o różne rzeczy, a zakłady te, jak przekonaliśmy się, sta­nowią pierwotną formę agon: i tak dziecko ska­cze na jednej nodze, idzie do tyłu, kroczy z zamk­niętymi oczyma, zakłada się, kto dłużej potrafi patrzeć w słońce, znieść jakiś ból lub wytrzymać w uciążliwej pozycji.Na ogół biorąc pierwsze przejawy typu paidia nie mają nazwy i nie mogą jej mieć, właśnie dla­tego, że nie ma w nich nic stałego, że nie wyróż­niają się żadnym znakiem zewnętrznym, nie mają odrębnego bytu, niczego, dzięki czemu słownik mógłby odnotować ich samoistność za pomocą specjalnej nazwy.

UTWIERDZENIE OSOBOWOŚCI

Dziecko chce utwierdzić własną osobowość, poczuć, że jest przyczyną sprawczą, zmusić innych, by zwrócili na nie uwagę. K. Groos opisuje kazus pewnej małpy, która miała zwyczaj ciągnąć za ogon współmieszkającego z nią psa, gdy ten tylko zabierał się do drzemki. Siostra C. J. Romanes’a precyzyjnie zaobserwowała mnó­stwo znamiennych szczegółów, świadczących o pry­mitywnej uciesze niszczenia i wywracania wszyst­kiego, przejawianej przez pewną małpę kapucynkę.Dziecko nie poprzestaje na takich poczynaniach. Lubi igrać z własnym bólem, na przykład draż­niąc językiem bolący ząb. Lubi też, by je stra­szono. Tak więc dziecko ceni sobie ból fizyczny, ale dozowany, kierowany, przez nie samo powo­dowany, ceni niepokój psychiczny, ale niepokój, który samo prowokuje i w każdej chwili może położyć mu kres.

ELEMENTARNA POTRZEBA

Ta elementarna potrzeba ruchu i hałasowania przejawia się najpierw jako tendencja do chwy­tania wszystkiego, dotykania, smakowania, wącha­nia, następnie zaś do strącania każdego przed­miotu, jaki znajdzie się w zasięgu ręki. Przechodzi ona łatwo w chęć niszczenia lub rozbijania. Dzięki niej wyjaśnić można takie czynności jak cięcie — bez końca — papieru nożyczkami, darcie tkaniny, burzenie jakiejś całości, mieszanie szyków, prze­szkadzanie innym w zabawie lub w pracy itp. Niebawem przychodzi ochota mistyfikowania lub prowokowania — kiedy to dziecko pokazuje język, robi miny, udaje, że dotyka zakazanego przedmio­tu lub zrzuca go.

SPONTANICZNY TERMIN

Jest to dla mnie termin obejmujący spontaniczne prze­jawy instynktu zabawowego:  kot zaplątany   w kłębku wełny, pies otrząsający się z wody, nie­mowlę śmiejące się do grzechotki — reprezentują pierwsze uchwytne przykłady tego typu działal­ności. Dochodzi ona do głosu we wszelkiej uciesze wyrażającej się natychmiastowymi, bezładnymi ruchami, żywiołowym, swobodnym igraniem, chęt­nie przebierającym miarę, przy czym jego zasad­niczą, a może jedyną racją bytu jest spontanicz­ność, brak jakichkolwiek reguł. Od plecenia, co ślina na język przyniesie, do mazania po papie­rze, od przerzucania się obelgami po dzikie ha­łasy — nie brak oczywiście przykładów tego ro­dzaju szaleństwa ruchów, barw czy dźwięków.