LEKARZ MĘŻCZYZNA CZY KOBIETA?

  1. Niektórzy rodzice wolą starszego i doświadczonego, a inni czują się lepiej w obecności kogoś w ich wieku. Niektórzy lepiej reagują na lekarza mężczyznę, a inni wolą kobietę. Wypytując kogoś — przyjaciół lub lekarza innej specjalności, np. ginekologa — należy sprecyzować swoje preferencje. Następnym krokiem jest umówienie się z jednym lub kilkoma lekarzami na wstępną wizytę. Ta pierwsza wizyta stwarza możliwość dowiedzenia się, jaki jest ten lekarz i czy będziecie się wzajemnie zgadzać.Gdybym ja oczekiwał swojego pierwszego dziecka, to zwierzyłbym się leka­rzowi, że należę do osób pełnych wątpliwości (nawet jeśli to nie jest prawda) i że wyobrażam sobie, iż będę miał wiele pytań, nawet niemądrych, w pierw­szych tygodniach życia mojego maleństwa.

JAK SOBIE DAWAĆ RADĘ Z PEDIATRĄ?

  1. Prawdopodobnie nie trzeba przypominać wam, że lekarze są takimi sa­mymi ludźmi, jak wszyscy — jak rodzice — i że nie ma dwóch jednakowych osób. Nie dziwi więc, że czasami rodzice muszą sobie zadać nieco trudu, aby znaleźć lekarza, który im odpowiada, a także odpowiada ich dziecku. Należy pamiętać, że stosunki między rodzicami, dziećmi a lekarzem domowym lub pediatrą są bardzo istotne. Od was częściowo zależy, czy stosunki te są przyje­mne, czy nie. Pierwszym i prawdopodobnie kluczowym krokiem w osiągnięciu celu jest rozważny wybór. Niektórzy lubią lekarza, który jest staranny i szczegółowy, inni chcą takiego, który zachowuje się zwyczajnie i sympatycznie. 

MAŁO ATRAKCYJNE DZIECKO

  1. Można zabrać dziecko z sąsiedztwa na piknik, wyprawę do ogrodu zoologicznego, do muzeum czy na zawody sportowe. (Te propozycje sprawdzają się bardzo dobrze w przypadku mieszkańców dużych bloków, którzy nie mają ogródków, w których zbierają się dzieci). Jeśli wasze dziecko jest rzeczywiście mało atrakcyjne, to można mu zapewnić nieco więcej popularności zadając sobie trochę trudu; jeśli jest ono niezwykle czarujące, to nie musicie nic robić. Staram się jednak zasugerować, że drobne gesty przyspieszają dopuszczenie waszego dziecka do klanu rówieśników i ma ono możliwość pokazania swoich zalet.Ogródek jest dużą załetą. Jeśli wasze dzieci są małe, to macie możliwość pilnowania ich i dzieci sąsiadów, czyniąc z ogródka miejsce spotkań. Ułatwi to kontrolę różnych „wyskoków” zarówno innych dzieci, jak i waszych własnych.

KOSZTOWNE ZABAWKI

Innymi skomplikowanymi, kosztownymi zabawkami, które — jak mi wiado­mo — szybko tracą zainteresowanie dziecka, są zestawy chemiczne (mają opis 5 czy 10 doświadczeń, ale później dziecko już nie może eksperymentować samo; mieszanie odczynników do niczego nie prowadzi) i elektroniczne (postępując ściśle według instrukcji inteligentny, zainteresowany nastolatek może złożyć jeden czy dwa pracujące układy, ale to wszystko). Widywałem skomplikowane, drogie gry, niektóre wyposażone w mechanizmy elektryczne i migające światła, które szybko wędrowały na półkę, gdyż miały tylko jedną funkcję. Gry takie mogą jednak stanowić wyzwanie dla starszego dziecka, które ma silny zmysł współzawodniczenia, zwłaszcza jeśli potrafi ono skłonić rodziców do częstej gry. Są także gry całkiem proste i tanie, jak Parcheesi i Monopoly, które cieszą się popularnością pokoleń dzieci. Należy jednak oczekiwać, że rodzice będą namawiani i błagani o zagranie.

ZESTAWY KONSTRUKCYJNE

Najważniejsze od samego początku są stojaki stalowe lub drewniane na drewno, które będzie przepiłowywane, nabijane gwoździami lub nawiercane. Stojaki powinny być mocne i ciężkie. Przedmioty te można groma­dzić stopniowo, aby zmniejszyć koszt. Zestawy konstrukcyjne, które albo składają się z drewnianych kołków i kó­łek, albo plastykowych bloczków, które wchodzą jedne w drugie (dla małych i nieco większych dzieci), a także zestawy metalowych belek i płytek, kółek i ciągników (dla starszych dzieci) też cieszą się dużym powodzeniem, ponieważ dają możliwość niekończącego się budowania wszystkiego, co wymyśli fantazja dziecka.

Wygodne wyposażenie dla niemowląt

Wygodne wyposażenie dla niemowląt bardzo ułatwi codzienne życiem Wielu rodziców uważa, że jedno łóżeczko przedzielone na pół jakimś domowym sposobem jest bardzo praktyczne na okres pierwszych paru miesięcy, dopóki niemowlęta nie urosną i nie staną się bardziej ruchli- we.nŁóżeczka, które podnoszą się na sprężynach do dowolnej wysokości, nie wymagają ciągłego schylania się i zaoszczędzają wiele energii, gdyż można na nich przewijać i ubierać niemowlęta. W dwupoziomowym mieszkaniu ogromnym udogodnieniem okażą się dodatkowe łóżeczka i schowki na rzeczy niemowlęce potrzebne w ciągu dnia, co zlikwiduje ciągłe bieganie po schodach. Wiele rzeczy z wyposażenia niemowlęcego można wypożyczyć, można także kupić taniej rzeczy używane.

Opieka nad bliźniętami

Pomocy! Wszyscy rodzice bliźniąt zgodnie twierdzą, że praca jest ponad siły, ale satysfakcja olbrzymia. Każda pomoc, jaką tylko będziecie mogli zdobyć, będzie wam potrzebna i to na jak najdłużej. Jeżeli są takie możliwości, zaangażujcie kogoś odpłatnie, choćbycie mieli popaść w długi. Ubłagajcie jedną czy drugą matkę lub jakąś osobę z rodziny, żeby zamieszkała z wami przez miesiąc czy dwa. Pisano mi, że gdy w domu czy mieszkaniu było niewiele miejsca i nie było warunków na wydzielenie oddzielnego miejsca , dla kogoś spoza rodziny, rodzice przerabiali garaż na pokój dla pomocy-domowej, jeśli nadawał się do tego. Częściowa pomoc jest lepsza niż żadna: studentka po zajęciach na uczelni, kobieta do sprzątania czy opiekunka do dzieci przychodząca choćby tylko raz czy dwa razy w tygodniu. Może uda się skłonić znajomych sąsiadów, by pomogli przy niektórych posiłkach. Zadziwiające, jak bardzo pomocny może okazać się nawet trzylatek   siostrzyczka czy braciszek bliźniaków.

Rodzice wceśniaka

Nic dziwnego, że gdy lekarz mówi wreszcie rodzicom wcześniaka, że mogą zabrać niemowlę do domu, ci czują się przerażeni i niezupełnie do ‚tego przygotowani. Stwierdzają, że nie mają jeszcze pełnej wyprawki i niezbędnego wyposażenia (matka liczyła na więcej czasu w końcowym okresie ciąży). Oświadczają zaniepokojeni, że jedno z nich jest właśnie przeziębione. Drobne problemy urastają do wielkich, mających uzasadnić niemożność zabrania niemowlęcia do domu. Gdy niemowlę znajdzie się w końcu w domu, wszystkie niepokoje, jakie przeżywają zwykle niedoświadczeni rodzice na temat temperatury panującej w mieszkaniu, ciepłoty ciała dziecka, sposobu, w jaki oddycha, czkawki, odbijania powietrzem po posiłku, wypróżnień, przyrządzania mieszanki, rozkładu posiłków, płaczu, gazów, rozpieszczania  osaczają rodziców wcześniaka z potrójną intensywnością. Upłyną tygodnie, zanim uwierzą we własne siły i miesiące, zanim dojdą do wniosku, że ich dziecko jest równie zdrowe, pełne życia i zaawansowane w rozwoju, jak inne w tym samym wieku.

Czysta woda i mydło

Czysta woda i mydło na skaleczenia i zadrapania. Najlepszy sposób na zadrapania i drobne skaleczenia to przemyć je zmoczoną w czystej wodzie i namydloną watą lub czystą szmatką. Następnie należy spłukać mydło dużą ilością czystej wody. Zapytajcie lekarza przy najbliższej okazji, czy woda, którą macie w domu, jest dostatecznie czysta i nadaje aię do przemywania ran. Jeśli nie, można trzymać w domu butelkę z 3% wodą utlenioną, która posłuży do przemycia mydłem i spłukania ziranionego miejsca. Środek odkażający nie jest tak ważny, jak dokładne przemycie rany, a niektórzy lekarze wolą wręcz, żeby ich nie używać. Na pewno nie należy stosować jodyny. Na zranione miejsce trzeba założyć opatrunek, który zresztą służy jedynie utrzymaniu skaleczenia w czystości. Poważniejsze głębsze skaleczenia powinny być oczywiście zgłoszone lekarzowi. Wskazane jest również, żeby osoba doświadczona zainteresowała się skaleczeniami na twarzy, nawet drobnymi, żeby nie dopuścić do ewentualnych szpecących blizn. Doświadczone oko powinno spojrzeć również na zranienia na dłoniach i przegubach, gdyż w takich wypadkach istnieje niebezpieczeństwo przecięcia nerwów i ścięgien. Rany, które można podejrzewać o to, że zostały zanieczyszczone brudem ulicznym czy ziemią zawierającymi resztki nawozu zwierzęcego, należy zgłaszać lekarzowi.

Szkoła: wybrać taką daleko, czy blisko?

Dylematem, który staje się udziałem rodzica każdego siedmiolatka, jest niewątpliwie wybór odpowiedniej dla niego szkoły. Często nie możemy się zdecydować, jaką konkretnie spośród tylu dostępnych wybrać. Przy dokonaniu decyzji zawsze bierzemy pod uwagę następujące fakty: jak daleko szkoła jest oddalona od naszego domu, jaki jest poziom jej nauczania, zapoznajemy się z kadrą nauczycielską oraz ofertą pozalekcyjną placówki. Dopiero po tym, kiedy wejdziemy w posiadanie wszystkich tych informacji, możemy myśleć, nad tym, która będzie najbardziej odpowiednia dla naszej latorośli. Na pewno nie kierujmy się samą bliskością od miejsca zamieszkania. Czasem warto codziennie dowodzić i odwozić pociechę na zajęcie, niż zaprzątać sobie głowę rozmaitymi problemami stwarzanymi przez nauczycieli danej szkoły. Zawsze szukajmy opinii na jej temat w internecie lub spytajmy o nią znajomych. Nie starajmy się też oszczędzać na czesnym – musimy wszak wiedzieć, że edukacja na wysokim poziomie często może nas słono kosztować. Jeśli jednak zależy nam (a jakże miałoby być inaczej) na przyszłości malucha, powinniśmy przymknąć oko na koszty.

CZĘSTA KOMBINACJA

Związek ludus z agon rzuca się w oczy. Zresztą — jak w wypadku pro­blemów szachowych czy brydżowych — może się zdarzyć, że ta sama zabawa występuje już to jako agon, już to jako ludus. Równie często spotykamy kombinację ludus i alea: można ją odnaleźć w pasjansach, gdy zręcz­ne manewrowanie kartami wpływa nieco na koń­cowy wynik, oraz w automatach do gry, gdy gra­jący może do pewnego stopnia obliczyć siłę, jaką nadaje kulce zdobywającej punkt, i wpłynąć tym samym na jej ruch. Nie zmienia to faktu, że w tych dwu przykładach największą rolę odgrywa przypadek. Niemniej grający nie jest całkiem bez­bronny i może — choćby w minimalnym stop­niu — liczyć na swą zręczność lub talent; samo to wystarcza, byśmy tu mieli do czynienia z kom­binacją ludus oraz alea.

W TYCH SAMYCH RAMACH

Wszelkiego typu układanki należą już w ramach tego samego rodzaju do innej grupy gier i zabaw: odwołują się nieustannie do umiejętności kalkulo­wania i kombinowania. Wreszcie krzyżówki, za­gadki matematyczne, anagramy, wiersze holory- miczne i różnego rodzaju logogryfy, aktywna lek­tura kryminałów (gdy czytelnik stara się sam dociec, kto jest winowajcą), problemy szachowe czy brydżowe — wszystko to są odmiany najbar­dziej rozpowszechnionej, najczystszej formy ludus.Istnieje zawsze pewna sytuacja wyjściowa, da­jąca się powtarzać w nieskończoność, z tym, iż stanowi ona podstawę, umożliwiającą najróżniej­sze nowe kombinacje. Te możliwości, skłaniając bawiącego się do swoistych zawodów z sobą sa­mym, pozwalają mu stwierdzać własne postępy, którymi chętnie szczyci się wobec osoby podzie­lającej podobne upodobania.

ZNACZENIE RÓŻNIC

Ten bodziec, stanowiący istotę ludus, ujawnić można w różnych kategoriach gier i zabaw, prócz tych, które odwołują się wyłącznie do wyroku losu. Ludus jawi się jako uzupełnienie i niejako „dokształcenie” typu paidia, którą ujmuje w karby i wzbogaca. Dostarcza on sposobności do ćwiczeń i na ogół prowadzi do uzyskania pewnej określo­nej sprawności, mistrzostwa w posługiwaniu się jakimś przyborem czy też w udzielaniu zadowa­lającej odpowiedzi na czysto konwencjonalne py­tania.Różnica między ludus a agon polega na tym, że w ludus grający dokonuje wysiłku i rozwija swój talent niezależnie od wyraźnego uczucia ry­walizacji czy współzawodnictwa: walczy się z prze­szkodą, nie zaś przeciwko jednemu czy kilku współzawodnikom.

KONSEKWENCJE

Gdy tylko jednak pojawią się konwencje, techniki, przybory — wraz z nimi po­jawiają się też pierwsze wyodrębnione gry czy zabawy: „przeskok barani”, „w chowanego”, lata­wiec, bąk, ślizgawka, ślepa babka, zabawa lalką. W tym momencie zaczynają się rozdzielać różne drogi: agon, alea, mimicry, ilinx. Tutaj dochodzi również do głosu przyjemność, jakiej doznajemy pokonując jakąś trudność rozmyślnie stworzoną, określoną według naszego widzimisię, krótko mó­wiąc, taką, że uporanie się z nią nie przynosi żadnej innej korzyści prócz wewnętrznego zado­wolenia, żeśmy tego dokonali.

POTRZEBA WYMYŚLANIA

W obu wypadkach możemy już wyróżnić podstawowe cechy gry i zabawy: dzia­łalność dobrowolna, umowna, wyodrębniona i kie­rowana.Niebawem pojawia się potrzeba wymyślania re­guł i przestrzegania ich za wszelką cenę: dziecko z sobą samym czy z kolegami zakłada się o różne rzeczy, a zakłady te, jak przekonaliśmy się, sta­nowią pierwotną formę agon: i tak dziecko ska­cze na jednej nodze, idzie do tyłu, kroczy z zamk­niętymi oczyma, zakłada się, kto dłużej potrafi patrzeć w słońce, znieść jakiś ból lub wytrzymać w uciążliwej pozycji.Na ogół biorąc pierwsze przejawy typu paidia nie mają nazwy i nie mogą jej mieć, właśnie dla­tego, że nie ma w nich nic stałego, że nie wyróż­niają się żadnym znakiem zewnętrznym, nie mają odrębnego bytu, niczego, dzięki czemu słownik mógłby odnotować ich samoistność za pomocą specjalnej nazwy.

UTWIERDZENIE OSOBOWOŚCI

Dziecko chce utwierdzić własną osobowość, poczuć, że jest przyczyną sprawczą, zmusić innych, by zwrócili na nie uwagę. K. Groos opisuje kazus pewnej małpy, która miała zwyczaj ciągnąć za ogon współmieszkającego z nią psa, gdy ten tylko zabierał się do drzemki. Siostra C. J. Romanes’a precyzyjnie zaobserwowała mnó­stwo znamiennych szczegółów, świadczących o pry­mitywnej uciesze niszczenia i wywracania wszyst­kiego, przejawianej przez pewną małpę kapucynkę.Dziecko nie poprzestaje na takich poczynaniach. Lubi igrać z własnym bólem, na przykład draż­niąc językiem bolący ząb. Lubi też, by je stra­szono. Tak więc dziecko ceni sobie ból fizyczny, ale dozowany, kierowany, przez nie samo powo­dowany, ceni niepokój psychiczny, ale niepokój, który samo prowokuje i w każdej chwili może położyć mu kres.

ELEMENTARNA POTRZEBA

Ta elementarna potrzeba ruchu i hałasowania przejawia się najpierw jako tendencja do chwy­tania wszystkiego, dotykania, smakowania, wącha­nia, następnie zaś do strącania każdego przed­miotu, jaki znajdzie się w zasięgu ręki. Przechodzi ona łatwo w chęć niszczenia lub rozbijania. Dzięki niej wyjaśnić można takie czynności jak cięcie — bez końca — papieru nożyczkami, darcie tkaniny, burzenie jakiejś całości, mieszanie szyków, prze­szkadzanie innym w zabawie lub w pracy itp. Niebawem przychodzi ochota mistyfikowania lub prowokowania — kiedy to dziecko pokazuje język, robi miny, udaje, że dotyka zakazanego przedmio­tu lub zrzuca go.

SPONTANICZNY TERMIN

Jest to dla mnie termin obejmujący spontaniczne prze­jawy instynktu zabawowego:  kot zaplątany   w kłębku wełny, pies otrząsający się z wody, nie­mowlę śmiejące się do grzechotki — reprezentują pierwsze uchwytne przykłady tego typu działal­ności. Dochodzi ona do głosu we wszelkiej uciesze wyrażającej się natychmiastowymi, bezładnymi ruchami, żywiołowym, swobodnym igraniem, chęt­nie przebierającym miarę, przy czym jego zasad­niczą, a może jedyną racją bytu jest spontanicz­ność, brak jakichkolwiek reguł. Od plecenia, co ślina na język przyniesie, do mazania po papie­rze, od przerzucania się obelgami po dzikie ha­łasy — nie brak oczywiście przykładów tego ro­dzaju szaleństwa ruchów, barw czy dźwięków.